
Nie tej jednej, prostej, lecz z wielu odcinków — z przystankami, których nikt nie planował, z noclegami w cudzych domach, z pamięcią miejsca, do którego nie było już powrotu. Z drogi ze Lwowa przez Jaśliska, Jarosław, Wólkę Kańską, Chełm Lubelski rodzice Pani Elżbiety Lewandowskiej — jako „repatrianci” — dotarli do Wschowy na tak zwane Ziemie Odzyskane, z jednych kresów na drugie.
W nowym mieście trzeba było nauczyć się wszystkiego od początku: ulic, ludzi, zwyczajów. Wśród setek rodzin przybyłych z różnych stron powstawała wspólnota, którzy zostawili za sobą dawne życie. W skromnych mieszkaniach rodziły się dzieci, pojawiały się pierwsze śmiechy, a brak przedmiotów zastępowała pomysłowość. Nawet dziecięcy wózek można było zbudować samemu — z tego, co było pod ręką.
Kilka lat później ulice wypełniały już barwne pochody. Dziewczynki w krakowskich strojach z wiankami na głowach szły skupione w procesji Bożego Ciała w 1954 roku.Te dziewczynki to rocznik 1947, wówczas uczennice pierwszej klasy (druga od prawej – Elżbieta Lewandowska, za nią Janina Nowacka). Miasto, które całkiem niedawno przyjęło nowych mieszkańców zaczynało nabierać własnego rytmu i ceremonii.
W tym samym czasie rodziło się życie artystyczne. Wschowa, lata 1957–1958. Mama Pani Elżbiety — Matylda Szymczakowska — od 1954 do 1961 roku pełniła funkcję kierownika Wydziału Kultury PPRN we Wschowie. W tym czasie zorganizowała Dom Kultury i powołała różne koła oraz sekcje zainteresowań. Jedną z nich był Klub Twórców Amatorów. Trzeba je było stworzyć niemal od zera: znaleźć miejsce, zgromadzić ludzi, przekonać ich, że warto spotykać się i próbować. Dzięki energii Pani Matyldy powstała grupa osób, która po pracy i obowiązkach przychodziła rysować, malować i rozmawiać o sztuce.
Czasem wyruszali poza miasto. Konny wóz podstawiony pod dom czekał. Na fotografii – wyjazd artystów w plener konnym wozem pana Onufrego Kubickiego sprzed jego domu. Na koźle siedzi Onufry Kubicki, obok Matylda Szymczakowska z córką. Droga wozem była częścią wydarzenia: powolna, rozkołysana i pełna śmiechu. Po dotarciu na miejsce rozkładano szkicowniki, płótna i farby. W cieniu drzew powstawały pierwsze próby uchwycenia pejzażu — nie zawsze doskonałe, ale szczere i potrzebne.
Na jednym ze zdjęć widać mamę Pani Elżbiety – Matyldę z ołówkiem przy kartce skupioną na linii horyzontu. Tuż obok mała Elżbieta przyglądająca się uważnie każdemu ruchowi ręki mamy. Za nią Onufry Kubicki. Na zdjęciu jakże zwyczajny dzień zapisany w kadrze – a jednak po wsłuchaniu się w opowieść – jakże niezwykły.
Zapraszamy do dzielenia się wspomnieniami. Nasze archiwum jest otwarte dla każdego. Dawna ziemia wschowska to nasz wspólny dom, nasza wspólna historia.
(kok)
Fotografie ze zbiorów rodzinnych Pani Elżbiety Lewandowskiej. Dziękujemy!



